[...] czułem się jak astronauta w komorze próżniowej - jechałem, nie wiedząc, gdzie mam głowę, gdzie nogi, to wóz stawał sztorcem, jakby startując w niebo, to leciał w bezdenną przepaść.
źródło: NKJP: Ryszard Kapuściński: Kołyma, mgła i mgła, Gazeta Wyborcza, 1992-11-21