|
Teść krzyknął: karp! Ja jednak wiedziałem, że to coś innego. To był lin. I to dość spory - mówi. - Wtedy ryba znowu pokazała swoją siłę, wyciągając ponownie parę metrów żyłki. Historia powtórzyła się jeszcze trzy razy, po czym zdobycz w końcu wylądowała w odbieraku.
źródło: Internet: gazetalubuska.pl › Turystyka › Wędkarstwo
|